• Strona główna
  • Aktualności
  • Moje książki
    • Seria mazurska
    • Seria z życia wzięta
    • Seria z kokardką
    • Seria owocowa
    • Seria kwiatowa
    • Seria Poczekajkowa
    • Seria dla dorosłych
    • Książki kucharskie
    • Kroniki Ferrinu
    • Saga Przytulna
    • Trylogia Autorska
  • Księga gości V
  • Kontakt
Katarzyna Michalak – Pisarka
Bez kategorii

Bestseller. Skandal w przedsprzedaży

Czytaj więcej...
Bez kategorii

BYŁA SOBIE RADOŚĆ – nowa powieść w przedsprzedaży

Czytaj więcej...
Bez kategorii

Książki z autografem w super cenach!

Czytaj więcej...
Bez kategorii

Premiera finałowego tomu Trzech sióstr już dzisiaj!

Czytaj więcej...
Bez kategorii

Finałowy tom serii Trzy siostry w przedsprzedaży!

Czytaj więcej...
Bez kategorii

Szczęście pisane marzeniem – świąteczna powieść w przedsprzedaży

Czytaj więcej...
Bez kategorii

„Wojna o Ferrin” – dlaczego jest moją „naj” i… witaj, „najmłodsza córeczko”!!!

Przez Administrator 23 października 2014
napisane przez Administrator

Do wielu moich książek żywię sentyment – choćby taka „Poczekajka”, którą debiutowałam i w której pokazałam skrawek mojego życia… Albo „Rok w Poziomce” i wspomnienia pierwszych lat właśnie w Poziomce, z Gapą, z Pepsi, bez prądu i z czajnikiem (moim własnym), który podkradałam robotnikom… „Bezdomna”, która niesamowicie mnie wyczerpała emocjonalnie, ale którą uważam za ważną i potrzebną… „Sklepik z Niespodzianką”, którym rozpoczęłam nowy rozdział w moim pisarskim życiu… „Ogród Kamili”, którym wróciłam do siebie sprzed lat, takiej, jaką kiedyś byłam… „Mistrz”, którym przełamałam samą siebie i samej sobie udowodniłam, że potrafię napisać wszystko (może oprócz horroru, choć kto wie?)…

Nie ukrywam jednak, że Kroniki Ferrinu należą do moich najulubieńszych, a już najbardziej niecierpliwie oczekiwałam na tom IV. Po pierwsze uważam, że okładka jest… the best.
Zdjęcie kobiety w białej rozwianej sukni jest niesamowite, przekonacie się o tym dopiero biorąc książkę do ręki, żadne foto nie
odda klimatu i uroku tego zdjęcia. „Wojna” ma więc wspaniałą okładkę.

Jeżeli zaś chodzi o treść…
Kroniki pisałam, gdy przechodziłam życiowe piekło. Wszystkie emocje, które się we mnie kłębiły, przelewałam na kartki tej opowieści. Gdy już myślałam, że nie wytrzymam, że to koniec, siadałam do komputera i pisałam… pisałam… pisałam… Aż mogłam wstać i iść dalej.

Przez trzy tomy razem z moim bohaterkami po prostu poddawałam się losowi i tym, którzy mnie krzywdzą. Walczyłam, bo nie miałam innego wyjścia, ale była to walka o przetrwanie. Natomiast po ukończeniu tomu trzeciego stało się coś…
W życiu każdego, kto jest choć trochę wrażliwy, przychodzi chwila, która po prostu nas łamie. Coś pęka, trzaska i… po prostu mówimy DOŚĆ!!! I rzucamy się Losowi, albo krzywdzicielom do gardła.

I tak właśnie ze mną się stało.

„Wojna” jest więc zupełnie inna. Anaela powraca nie żeby po raz kolejny być zabaweczką w rękach Bogów, ale żeby pokazać, że ma wybór, będzie walczyć do upadłego dla nich i wbrew nim. Mam nadzieję, że taka Anaela się Wam spodoba… Ja czekałam na nią bardzo i jestem bardzo szczęśliwa, że się doczekałam.

Witaj na świecie, „najmłodsza”!!!

23 października 2014 12 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Bez kategorii

Już jutro! Dwie wspaniałe premiery! A dziś ogłoszenie wyników Konkursu Recenzjowego :)

Przez Administrator 22 października 2014
napisane przez Administrator

Mam dobrą wiadomość dla wszystkich tych, co odwiedzą w najbliższych dniach Targi Książki w Krakowie. Już jutro (od jutra do niedzieli) będzie można kupić „Przystań Julii” na stoisku Wydawnictwa Znak! Książka podobno wygląda ślicznie – piszę podobno, bo ja jej jeszcze nie mam :(. Reszta Polski (w tym autorka) dostanie zamówione książki pewnie w dniu premiery oficjalnej, czyli 5 listopada, chyba że miało się szczęście i zamówiło u samego Wydawcy, który u siebie zapowiedział premierę Julii na 27 października…
Tak więc pochwalcie się, gdy będziecie miały książkę w rękach. No i po przeczytaniu też napiszcie parę słów!

Jutro również będzie miała premierę moja ukochana, oczekiwana „najmłodsza”, czyli IV tom Kronik „Wojna o Ferrin”. Ją dostałam dzisiaj i niedługo Wam zaprezentuję.

Na koniec dziesiątka zwyciężczyń Wielkiego Konkursu Recenzjowego z serią różaną w tle. Wyślijcie, proszę, adresy pani Małgorzacie Ochab: ochab@znak.com.pl. Mam nadzieję, że szybciutko otrzymacie wygraną książkę. Może nawet szybciej niż ja…

Marzena Bronicka
Ejotek
Trinity
Tala Z
Karolcia
Malineczka
Asia Pałasz
Madziula
Ania Stromska
Marta

Gratuluję Wam, dziewczęta. 🙂

22 października 2014 18 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Bez kategorii

„Julia” wróciła, co z Łukaszem oraz… gdzie są żelki?

Przez Administrator 20 października 2014
napisane przez Administrator

„Przystań Julii” wróciła do pierwszej dziesiątki Matrasu.pl i to w bardzo fajnej cenie. 🙂 Bardzom ciekawa, czy powtórzy rekord „Dla Ciebie wszystko” i wejdzie na miejsce pierwsze. Jak myślicie?
Ale byłabym szczęśliwa…

W opisie tej powieści (dla niezorientowanych: jest to trzeci i ostatni tom trylogii kwiatowej) Wydawca zdradza nieco szczegółów:

Opowieść o sile marzeń i o domu, który jest w nas.
Trzeba go tylko odnaleźć.

Przewrotny
los połączył trzy kobiety mieszkające przy uliczce Leśnych Dzwonków.
Szczęście ma jednak to do siebie, że nie trwa długo, a przyszłość skrywa
wiele niespodzianek, nie zawsze radosnych…
Julia postanowiła zacząć
wszystko od nowa. Spakowała do samochodu dorobek całego życia i ruszyła
przed siebie, byle dalej od rozczarowań i zdrady. Czuła, że mały domek w
Bieszczadach może stać się jej bezpieczną przystanią, nie wiedziała
jednak, co ją czeka na końcu drogi.
Gosia i Kamila, przyjaciółki
Julii z Milanówka, muszą zmierzyć się z mroczną tajemnicą, przez którą
już utraciły najbliższą
im osobę. Łukasz zostaje wciągnięty w niebezpieczną grę. W tej grze
stawką jest życie kogoś, kogo kocha. Jeden błąd i nadzieja znów zmieni
się w rozpacz.
Czy dla Gosi, Kamili i Julii znów zaświeci słońce?
Czy odnajdą bezpieczną przystań?
I czy los okaże się wreszcie łaskawy?

Uznaliśmy z Wydawcą, że po raz pierwszy będzie „cisza przedwyborcza”, nie będą rozsyłane egzemplarze przedpremierowe i nikt oprócz osób pracujących nad książką nie pozna jej treści, aż do oficjalnej (5.11) lub nieoficjalnej (Targi Książki w Krakowie? – nie wiem, czy już wtedy Jula się ukaże, ale to bardzo prawdopodobne) premiery książki.
Tak więc wszyscy, którzy polubili dziewczyny z kwiatowej trylogii będą mogli powrócić w tamte klimaty w tym samym dniu. (Tylko w którym? Dlaczego ja, autorka, ciągle nie wiem, kiedy się ukażą moje książki?).
Przynajmniej nikt nie zdradzi przedwcześnie, że Łukasz…
Nic więcej nie powiem. 😉

Wyjaśnię tylko dziewczynom z fanpejdża, które się dziwiły, że mam porządek na biurku: na vlogu pokazywałam miejsce mojej pracy i rzeczywiście muszę mieć dookoła siebie porządek, żeby nic mnie nie rozpraszało. Laptop, czasem kwiatki w wazonie, herbatka i… żelki – to wszystko, co ma prawo znaleźć się na moim biurku podczas intensywnej pracy. Niekiedy słownik, jeden, czy dwa.
No, czasami milion samochodzików, jak Patik przenosi garaż ze stołu w pokoju dziennym do mojego, ale milion samochodzików się nie liczy…

Na zdjęciu, które Ania zaprezentowała na fanpejdżu zabrakło jednego, co dziewczyny oczywiście natychmiast zauważyły i o co zaczęły się dopytywać: GDZIE SĄ ŻELKI?!
No jak to gdzie? Zjadłam! :)))

Na koniec jak zwykle pytanie: Czy któraś z Was czeka specjalnie i najbardziej na „Przystań Julii”?
:*

PS. Uwaga, bo to ważna informacja: Empik zamówił na święta limitowaną edycję trylogii kwiatowej w pięknym pudełku i z niespodzianką na dodatek. Będzie to świetny i bardzo ładny prezent. Bądźcie czujne, bo ilość zestawów jest naprawdę niewielka…

20 października 2014 20 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Bez kategorii

Gdybyś miała zbudować swój dom…

Przez Administrator 19 października 2014
napisane przez Administrator

Czy wiecie, że Nadzieja istnieje naprawdę? Domek, który opisałam w książce rzeczywiście stoi sobie w otoczeniu wiekowej puszczy w Boguszy, niedaleko Nowego Sącza. I powiem Wam, że to najpiękniejszym domek i najcudniejsze miejsce, jakie widziałam podczas wieloletnich poszukiwań TEGO miejsca. Mojego azylu. Kupiłabym go z miejsca, bo kosztował niedrogo, miał jednak drobny mankament: był maluśki (dwanaście metrów kwadratowych!). Nie dało się w nim zamieszkać na stałe… Ale jest, wzniesiono go pod koniec XIX wieku i postoi pewnie kolejne sto lat, bo zbudowali go dobrze, góralscy cieśla.

A oto już zdjęcia tego domku.

I jeszcze jedno śliczne miejsce, o którym kiedyś napiszę. Maciupki domek na Zakynthos w Grecji. Właściciele, jak się doczytacie, nazwali go Almond Tree Cottage.

Pomyśleć, że mogłam mieszkać w Migdałowej Chatce albo Domku z Bajki, a wybrała mnie taka dosyć zwyczajna, ot zwykła kostka z cegły, Poziomka…

Wiem z Waszych maili, że wiele z Was szuka swojego miejsca na ziemi, ale równie wiele już znalazło. Jakie one są? Jakie miałyby być? Gdzieś tutaj? W Polsce? Czy może na pięknej, greckiej wyspie tuż nad morzem? Z kamienia? Z drewnianych bali? Stare, mające swoją historię, czy „nówki”, przez Was wymarzone, zaprojektowane i wybudowane?

Ech… o wymarzonych domkach mogłabym gadać jak o ukochanych różach. Bez końca. 🙂

19 października 2014 7 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Bez kategorii

Arogancki drań

Przez Administrator 16 października 2014
napisane przez Administrator

Od paru dni mam tak fajnie zatytułowany plik na pulpicie. „Arogancki drań”. Co widzę tego „aroganckiego drania”, to śmiać mi się chce, bo wyjątkowo to określenie pasuje.
Jest to początek (a może środek?) powieści, która kiedyś pewnie powstanie, a napisał mi się ów początek teraz, gdy nie wolno mi niczego pisać, bo mam wakacje.
Ale pisanie hmm… ot tak sobie… się nie liczy, no nie? 😉
Jak fajnie jest oszukiwać samą siebie i jak zupełnie to nie wychodzi…
Myślałam, że będą mi potrzebne dłuuugie wakacje po ostatnich miesiącach, w których to pisałam i przygotowywałam do druku ileś tam książek i opowiadań, ale okazuje się że bez pisania wytrzymuję… no nie wiem… tydzień? Dwa?
Tak więc niedługo przysiądę na poważnie do następnej powieści, a tymczasem piszę takie właśnie niezobowiązujące wstawki. A to „Aroganckiego drania”, a to kawałek scenariusza…

A tak apropos, w jakim kierunku powinna rozwinąć się akcja? Na co miałybyście ochotę? Na coś w serii z czarnym kotem? Może na kryminał, albo sensację? A może na coś pikantniejszego? Romantyczna obyczajówka raczej mi z tego nie wyjdzie. Nie z takim facetem w roli głównej. Więc…? 😉

Endżoj!


Arogancki
drań! – to była pierwsza myśl, jaka jej przyszły do głowy.

Mierzył ją
zimnym spojrzeniem i czekał, aż ona – ona, która siedziała tu od pół godziny! –
wstanie i ustąpi mu miejsca, bo to „jego stolik”!
– Zajęła
pani mój stolik – tak powiedział przed chwilą.
Klaudia
zwykle była łagodna i ustępliwa, ale nie dziś. Dzisiaj wystarczająco dostała od
życia i ludzi w kość.
– Miał pan
rezerwację? – zapytała tak jadowitym tonem, jak jadowite w tej chwili było spojrzenie
czarnych oczu tego faceta.
– Nie muszę
– odparł, a na jego przystojną, nawet bardzo, to musiała przyznać, twarz
wypełzł pełen wyższości półuśmiech. – Jestem właścicielem tej restauracji.
Uniosła
brwi.
– I w ten
sposób traktuje pan gości?! To niedługo ten biznes pociągnie!
Zaśmiał
się. Gardłowo, seksownie i bez krzty wesołości.
– O mój
biznes proszę się nie obawiać. Restauracja wraz z hotelem jest w mojej rodzinie
od pokoleń…
„Restauracja
wraz z hotelem”?! Ma przed sobą kogoś z Bascardich?! Na miłość boską, w co ona
się wpakowała?! Czy naprawdę musiała upatrzyć sobie ten zaciszny stolik w
najdalszym kącie sali? Nie mogła usiąść gdzie indziej?!
On
przyglądał się z ciekawością badacza kobiecie, która miała wszystkie uczucia
wypisane na twarzy. Łącznie z czymś, czego… nie potrafił odczytać. Jeszcze nie.
Nie
wyglądała na bywalczynię pięciogwiazdkowych hoteli i restauracji z dwiema gwiazdkami
Michelina. Prawdę mówiąc pasowała bardziej do Pizza Hut. Kurteczka z taniego
hipermarketu. Nijaka bluzka do dżinsów. Buty chyba po babci. Zaniedbane włosy i
paznokcie. Ale… coś w tej kobiecie kazało się Rogerowi wstrzymać z wezwaniem
kierownika sali, by ten wyprosił niepożądanego gościa, albo skierował go do
innego stolika. Tak. Nieznajoma miała w oczach jakąś iskrę, która znudzonego
życiem i pięknymi, odpicowanymi laskami spadkobiercę fortuny Bascardich
zaintrygowała.
– Proponuję
kompromis – odezwał się, gdy już wstawała, by pokornie ustąpić mu miejsca. –
Zjemy obiad wspólnie. Tu, przy tym stoliku.
– Ale… – chciała
coś powiedzieć, lecz przerwał jej władczym ruchem dłoni.
– Nie ma
żadnego ale. Będzie pani moim gościem.
Usiadła z
powrotem, jakby ją popchnął.
Tak
naprawdę potrzebowała właśnie takiego mężczyzny, jak Roger Bascardi. Łaknęła
wręcz. Nie pod względem seksualnym, nawet nie uczuciowym. Po prostu taki jak on
– arogancki, bogaty i wręcz nieprzyzwoicie przystojny – był główny bohater jej
powieści. W nadziei na spotkanie kogoś, kto by ją zainspirował, przyszła dziś
do tej restauracji, usiadła w najdalszym kącie i obserwowała gości, sącząc herbatę
tak drogą, że mogłaby za te pieniądze gdzie indziej kupić obiad. Wybrała jednak
herbatę, choć głód skręcał jej trzewia, bo książka była najważniejsza.
Rozmyślając
o tym obserwowała mężczyznę, jak usiadł naprzeciw, odrzucił wykrochmaloną
serwetkę, zamiast rozłożyć ją na kolanach, odebrał kartę dań od kelnera, który
w tym momencie się przy nich pojawił, kłaniając się właścicielowi w pas, i… gdy
kelner zniknął… splótł ręce pod brodą po czym wbił uważne, ale już nieco
przyjaźniejsze spojrzenie w kobietę.
– Proszę
przejrzeć menu. Na pewno coś pani dla siebie znajdzie. Mamy świetnego szefa
kuchni.
Zapewne –
pomyślała spłoszona. – Ceny też macie świetne. I albo od razu cię, arogancie,
uprzedzę, że stać mnie tylko na tę nieszczęsną herbatę, albo… pod ziemię się
zapadnę, gdy przyjdzie do płacenia.
– Muszę
panu do czegoś się przyznać – rzekła, powziąwszy nagle decyzję. – Nie przyszłam
tu na obiad. Nie mam pieniędzy.
Pokiwał
głową, jakby się tego spodziewał.
– To nie
tak, jak pan myśli! – odezwała się z gniewem. – Nie chciałam zamówić, najeść
się i uciec bez płacenia! Jestem… – no, nadeszła chwila prawdy… – jestem
pisarką. Początkującą pisarką. Potrzebowałam takiego wnętrza i takiego… –
Ugryzła się w język, żeby nie powiedzieć „faceta” – klimatu do książki. Dopiję
herbatę do końca i znikam.
Uczyniła
to, co powiedziała, czy raczej próbowała uczynić, bo rzeczywiście wypiła
filiżankę pysznego aromatycznego płynu trzema szybkimi łykami, rzuciła na stół
banknot, ale nim zdążyła zniknąć, on przytrzymał stanowczo jej rękę i zmusił,
by opadła z powrotem na krzesło.
– Znam paru
pisarzy – odezwał się tonem doskonale obojętnym – ale ich stać na jadanie w
takich restauracjach nawet codziennie.
– Przecież
powiedziałam, że dopiero zaczęłam pisać. Wydawcy spodobały się pierwsze
rozdziały i prosi o więcej, a ja potrzebuję… inspiracji.
Takiej jak
ty – dokończyła w myślach.
I sama sobie
wydała się w tym momencie żałosna. W tej wyświechtanej kurteczce, taniej bluzce
i dżinsach. Schodzonych butach…
Po wyjściu
ze szpitala walczyła o każdy grosz. Opłacić czynsz, nie umrzeć z głodu – to
było wszystko, o czym do niedawna marzyła. Teraz doszło jeszcze: dożyć do
wypłaty zaliczki i dokończyć książkę.
Czy jednak
ten zarozumiały, bogaty dupek zrozumie, jak to jest być głodnym i nie mieć na
prąd? Nagle poczuła pod powiekami piekące łzy.
On nie może
ich zobaczyć! Nie może się ich nawet domyślić! Wykrzywiła twarz w wymuszonym
uśmiechu.
– Napiszę
ją i za pierwszą wypłatę przyjdę tutaj, do twojej restauracji na obiad – rzekła
z pewnością, której nie miała w sercu, nawet nie zauważywszy, że zwraca się do
niego na „ty”.
–
Oczywiście – zgodził się lekko. – Ale tymczasem ja zapraszam ciebie. Wydajesz
się… – Głodna, chciał powiedzieć prosto z mostu, ale dokończył z lekką kpiną – …rzeczywiście
spragniona inspiracji.
16 października 2014 18 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Bez kategorii

Moje róże – wspomnienie lata – i parę rad dla początkujących

Przez Administrator 5 października 2014
napisane przez Administrator

Oto parę rad od początkującej hodowczyni dla początkujących hodowczyń. Nie jestem różaną wyrocznią, hoduję te kwiaty dopiero czwarty rok i myślę, że sporo muszę się nauczyć, ale kilkoma spostrzeżeniami mogę się z tymi, które pokochały róże po „Ogrodzie Kamili”, podzielić.

Jest teraz czas sadzenia róż. Jesień i wiosna. Przy czym nie wiem dlaczego jesień ma być lepsza od wiosny. Ja, gdybym miała być gdzieś przenoszona, wolałabym pocieszać się ciepłem i słońcem, a nie okropnym październikiem i jeszcze gorszym listopadem. Ale róże nie mają takich rozterek. Można je więc teraz sadzić. Dodam, że róże w doniczkach można przesadzać cały rok. Te z nagim korzeniem (a takie najczęściej są w sprzedaży) właśnie wczesną jesienią i wiosną.

Jedna ważna uwaga: róże kochają ciepło i słońce. W cieniu będą chorowały, w półcieniu będą nieszczęśliwe. I też zaczną chorować.
Ja mam u siebie trzy różane poletka – jedno dla moich ulubienic, najbardziej zadbane i z najlepszą ziemią, drugie dla odmian, które sprawdzam, również zadbane, trzecie to zsyłka (wygnanie) – tam przesadzam odmiany, które się nie sprawdziły. Jest to miejsce najbardziej oddalone od domu, zaciszne i totalnie nasłonecznione. Najbardziej gorące i słoneczne na całej działce. I tam te moje półdziko rosnące różyczki… mają się najlepiej. Kochają to miejsce. Mogę kompletnie nic, oprócz podlewania, przy nich nie robić, a one i tak będą kwitły aż do zimy. Szkoda, że tego ciepła i tego słońca nie mogę przenieść bliżej… Róże przy domu, choć bardzo o nie dbam, chorują, bo rosną w cieniu. Nie znoszą tego. Tak więc gdy będziecie wybierać miejsce dla Waszych pieszczoszek, dużo słońca proszę.

Róże muszą być przycinane i podlewane. Na początku bałam się tego przycinania. Rozumiecie: nad trzecim pąkiem, skośnie, tylko podczas pełni księżyca i nago (żartuję), ale teraz po prostu biorę sekator i je przycinam. One i tak odrosną. O ile będą miały słońce i ciepło.
Są dwie szkoły: cięcie jesienne i cięcie wiosenne (mówię nie o usuwaniu zwiędłych kwiatów – to trzeba robić na bieżąco, a o cięciu niskim, ok 30cm nad ziemią). Ja przycinam róże po staropolsku – jesienią. Ładnie wtedy wygląda rosarium jest schludne i zadbane i łatwiej krzaczki opatulić.
No ale ja się nie znam. Fachowcy radzą co innego. Czyli cięcie wiosną.

Na zimę róże należy opatulać. Ja przysypywałam je liśćmi brzozy, które zgrabiałam z trawnika i jest to okej, ale trudno potem te liście wydłubywać z kłujących krzaków. W tym sezonie mam zamiar spróbować mat słomianych albo jodłowych gałęzi. Ciekawe jak się to sprawdzi.

Róże należy nawozić. Nawozów jest cała masa, ja jednak wyszukuję takie w granulkach, koniecznie z manganem i żelazem, a na takie trudno trafić, bo zauważyłam, że właśnie takie niedobory u moich róż występują. Róże lubią też glebę lekko kwaśną (tak jak iglaczki i rododendrony), więc kora do obsypania krzaków nie zaszkodzi różom, a ograniczy wzrost chwastów.

Na koniec: jakie odmiany polecam? Często dostaję takie pytanie. Moja odpowiedź jest prosta: pachnące. Uwielbiam zapach róż, ale ale, nie wszystkie pachną różami! Kupiłam odmianę o zapachu… nie pamiętam jak był określony… orientalny? Egzotyczny? Woniała temperą, jakimś takim sztucznym zajzajerem i udała się na wygnanie. Gdzie ma się bardzo dobrze, jak wspominałam.
Wybierając więc odmianę, którą chcesz ściągnąć ze szkółki obejrzyj zdjęcia, czy taki kwiat Ci się podoba, doczytaj dokładnie, jaki to rodzaj róż (wielkokwiatowe to róże na długich łodygach i dużych pięknych najczęściej pojedynczych kwiatach, wielokwiatowe to niższe i obficie kwitnące, są jeszcze rabatowe, pnące, historyczne…). Czy jest odporna na mróz i na choroby. Czy ewentualnie zgodzi się rosnąć w półcieniu, albo w donicy (róże nie lubią donic, mi się nie udało hodować ich na ganku). Jak jest wysoka i jak szeroko się rozkrzewia. Bujnie rosnące zagłuszą bowiem te mniejsze i niższe, zasłaniając im słońce.

Ja już wiem, jakie róże chcę hodować na całej działce. Moje ulubione to Aquarell, Lady Emma Hamilton i Erotica.
Bardzo, ale to bardzo niezwykła, aż niepokojąca, jest niebieska róża (choć kolor ma raczej lawendowy), ale nie wiem, jak się nazywa, ja określam ją róża-duch. Tej się jeszcze przyjrzę.

I na koniec powiem Wam jedno: to wspaniałe hobby. Mogę się krzątać między moimi różami całe letnie dnie. Chętnie je także tnę do wazonu (szczególnie te z wygnania), dom wtedy pięknie wygląda i pięknie pachnie.

A teraz kilka zdjęć moich pieszczoszek.

Wyjątkowo wdzięczna w hodowli i wyjątkowo niefotogeniczna Aquarell. Kwitnie od czerwca do teraz, gdy wszystkie inne już się poddały, ma śliczne kwiaty i ładnie pachnie. Krzaczki miały być średniowysokie, a jeden przerósł mnie. Ale moje aquarelki wiedzą, że darzę je miłością i w ten sposób się odwdzięczają. 🙂

Druga z moich ukochanych odmian, którą już tutaj prezentowałam: Lady Emma Hamilton. Moim zdaniem trudna w hodowli i wymagająca troski. Przepięknie kwitnie a jeszcze piękniej pachnie. Obok Erotiki (której ładnego zdjęcia nie udało mi się zrobić) to najpiękniej pachnąca odmiana.

Orient Express – z tego co pamiętam tak się nazywa ta róża. Ładnie wygląda, ładnie pachnie, ale nic szczególnego o niej nie powiem. Chyba powędruje „na wygnanie”…

Candlelight – ładna, ładnie pachnąca, długo stoi w wazonie (co nie zawsze jest regułą, nie każda odmiana choć cięta w ten sam dzień lubi zdobić dom)

Śliczna – i tylko śliczna – Nostalgie. Jeszcze jedna ważna uwaga przy okazji: wybierajcie róże, które powtarzając kwitnienie i kwitną do jesieni. Chcecie mieć – tak jak ja – kwiaty, a nie krzaki przy domu, no nie? Nostalgie zakwitła raz, a potem były same badyle. Rozczarowałam się, bo kwiaty były naprawdę przepiękne…

I na koniec róża-duch. Płatki mają barwę lawendową, wpadającą w błękit i muszę Wam powiedzieć, że krzak obsypany takimi kwiatami jest po prostu niesamowity. Będę ją hodować. Ale może na słońcu. Ciekawe, czy będą wtedy bardziej niebieskie, czy bardziej fioletowe…

Pewnie zanudziłam Was na śmierć postem różanym, ale o moich pasjach potrafię nawijać w nieskończoność. 🙂
Teraz mam nowe hobby, fotografię, i niedługo znów zaprezentuję parę zdjęć…

5 października 2014 15 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Nowsze Posty
Starsze Posty

NEWSLETTER PEŁEN MARZEŃ

Trylogia Autorska

Facebook

Facebook

Moje książki – w jakiej kolejności czytać

Najnowsze Posty

  • Bestseller. Skandal w przedsprzedaży

    13 lutego 2026
  • BYŁA SOBIE RADOŚĆ – nowa powieść w przedsprzedaży

    14 października 2025
  • Książki z autografem w super cenach!

    31 lipca 2025
  • Premiera finałowego tomu Trzech sióstr już dzisiaj!

    12 lutego 2025
  • Finałowy tom serii Trzy siostry w przedsprzedaży!

    8 stycznia 2025
  • Szczęście pisane marzeniem – świąteczna powieść w przedsprzedaży

    24 października 2024
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Realizacja - Pixelwork.pl - agencja interaktywna


Wróć na górę strony
Katarzyna Michalak – Pisarka
  • Strona główna
  • Aktualności
  • Moje książki
    • Seria mazurska
    • Seria z życia wzięta
    • Seria z kokardką
    • Seria owocowa
    • Seria kwiatowa
    • Seria Poczekajkowa
    • Seria dla dorosłych
    • Książki kucharskie
    • Kroniki Ferrinu
    • Saga Przytulna
    • Trylogia Autorska
  • Księga gości V
  • Kontakt
Katarzyna Michalak – Pisarka
  • Strona główna
  • Aktualności
  • Moje książki
    • Seria mazurska
    • Seria z życia wzięta
    • Seria z kokardką
    • Seria owocowa
    • Seria kwiatowa
    • Seria Poczekajkowa
    • Seria dla dorosłych
    • Książki kucharskie
    • Kroniki Ferrinu
    • Saga Przytulna
    • Trylogia Autorska
  • Księga gości V
  • Kontakt

Recent Posts

  • Bestseller. Skandal w przedsprzedaży

    13 lutego 2026
  • BYŁA SOBIE RADOŚĆ – nowa powieść w przedsprzedaży

    14 października 2025
  • Książki z autografem w super cenach!

    31 lipca 2025
  • Premiera finałowego tomu Trzech sióstr już dzisiaj!

    12 lutego 2025
  • Finałowy tom serii Trzy siostry w przedsprzedaży!

    8 stycznia 2025
@2019 - All Right Reserved. Realizacja - Pixelwork.pl - agencja interaktywna